Nie zliczę ile razy w swoim życiu, wpadłam na genialny pomysł. Taki, który rozpalał serce i sprawiał, że uśmiechałam się do siebie. Wyobrażałam sobie jak pięknie będzie wyglądało moje życie kiedy już go zrealizuję. Na wyobrażeniach się jednak kończyło. Bo zaraz przychodził strach. Nie wiedziałam jak przestać się bać i zacząć działać. A czego właściwie się tak bałam?
Bałam się co będzie, jeśli mi się nie uda. Co powiedzą najbliżsi i ile umoralniających gadek w stylu „zejdź na ziemię” będę musiała wysłuchać. Nie znosiłam tego traktowania mnie jak niesforne dziecko, które z uporem maniaka pragnęło tylko być sobą. Każdy był mądrzejszy, miał swoje zdanie, a ja z czasem przestałam się dzielić swoimi marzeniami.
I tak każdy nowy pomysł przechodził u mnie tę samą ścieżkę. Najpierw się ekscytowałam, potem mierzyłam się z pierwszymi trudnościami, traciłam zapał, a do głosu zaczynały dochodzić myśli „to nie dla Ciebie, to za trudne”. Kolejne były wymówki, w głowie miałam całą listę stałych argumentów, które usprawiedliwiały moją bezczynność. Na koniec następowało porzucenie pomysłu i wielkie biadolenie „biedna Ja, oni mogą, a ja nie” itp. itd.
I to wszystko wydarzało się w mojej głowie. Co więcej, mówiłam sobie, że to dobrze, że nikomu nie powiedziałam. Uniknęłam rozczarowania i umoralniających gadek. Ale strasznie to wszystko przeżywałam. Sama. Cierpiały przez to moje relacje z najbliższymi.
Myślałam, że jestem leniwa, że mi się nie chce. Mam swoje życie, może nie idealne, ale przynajmniej jest znane i bezpieczne. Po co się wychylać. Miałam małe dziecko, mało czasu, wymówkoza mogła czerpać i wymyślać nowe powody, dla których „ja nie mogę”.
Ale wiesz co? To nie było lenistwo. Całe dnie miałam wypełnione dzieckiem, ogarnianiem domu, sprzątaniem zabawek, wymyślaniem zabaw, gotowaniem obiadów, pilnowaniem wizyt u lekarza, dbaniem o kwiaty, o spontaniczne wyjścia i aktywności. To wszystko i jeszcze więcej było na mojej głowie. Ja nie tyle nie miałam przestrzeni czasowej, ile mentalnej. No i jeszcze ten strach. A co jak się zaangażuje, stracę czas może pieniądze, a z tego nic nie wyjdzie? To wszystko przygniatało mnie do tego stopnia, że mówiłam dość. Ja nie dam rady. Jedyne, na co mam siłę to scrollowanie Instagrama. Wszystko poza tym jest poza moimi możliwościami.
Też tak masz? Pokażę Ci, jak wyszłam z tego błędnego koła. Jak teraz planuje swoje cele i dlaczego coraz więcej z nich udaje mi się osiągnąć. Let’s go!
1. Określ cel i dlaczego chcesz go osiągnąć
Większość z moich celów na zawsze zostawała w mojej głowie. Nie zapisywałam ich nawet na kartce – a nuż ktoś ją znajdzie, przeczyta i pomyśli, że mi kompletnie odbiło? Że się wygłupiłam, bo jak ja, zwykła dziewczyna z małym dzieckiem, mogę w ogóle o czymś takim marzyć?
To taki rodzaj celu, którego nawet nie uchwycisz. On sobie unosi się gdzieś w eterze, migocze w myślach, wraca w głowie jak refren. Myślisz o nim przy zmywaniu naczyń, kiedy patrzysz przez okno, kiedy kładziesz dziecko spać. I niby jest – ale nic z niego nie wynika. A potem, kiedy widzisz, że ktoś inny realizuje coś podobnego, czujesz ukłucie:
„Ja też o tym myślałam…”
Tylko że ona zrobiła krok, a Ty zostałaś w miejscu.
Dlatego właśnie pierwszy krok jest prosty, ale kluczowy: zapisz swój cel.
Nie w telefonie. Nie w notatkach w chmurze. Na kartce.
Stwórz z niego coś realnego. Z czym możesz się skonfrontować. Co możesz przeczytać na głos.
Zadaj sobie pytania:
- Kim jestem, kiedy ten cel się spełni?
- Jaką rolę wtedy pełnię?
- Komu i w czym pomagam?
- Ile zarabiam? Jak wygląda moje życie?
To ćwiczenie nie jest o tym, żeby bujać w obłokach. Jest o tym, żeby ściągnąć ten cel z Twoich myśli i urealnić.
Zapisz to. I czytaj codziennie rano. Niech to będzie Twój codzienny kierunkowskaz. Bo kiedy wiesz, dokąd zmierzasz, znacznie łatwiej skupić się na tym, co ma znaczenie.
Drugą sprawą – i równie ważną – jest dlaczego w ogóle tego chcesz? Po co Ci ten cel?
Po co masz w swój i tak już zabiegany dzień wciskać kolejną rzecz do zrobienia?
Powiem Ci szczerze: nie będzie Ci się chciało. Nie każdego dnia. I nie ma w tym nic dziwnego. Dlatego potrzebujesz powodu, który będzie silniejszy niż wymówki.
I już teraz Ci powiem: same pieniądze to marny powód. One mogą być wszędzie — w sklepie, w pracy, w Internecie, w dorabianiu na boku. Ale pieniądze nie obudzą Cię rano z motywacją.
Za to już to, do czego są Ci potrzebne, może dodać skrzydeł.
Może chcesz:
- mieć wolność finansową i nie musieć pytać nikogo o zgodę, żeby coś kupić?
- pokazać dziecku, że mama też potrafi, że kobieta może więcej?
- mieć poczucie sprawczości, siły i sensu?
To właśnie to głębokie “dlaczego” jest Twoim paliwem. Bez niego cel to tylko punkt na mapie. Ale z nim – to wyprawa życia.
Zatrzymaj się dziś na chwilę i zapytaj samą siebie:
Po co ja tego naprawdę chcę?
2. Zastanów się, dlaczego nie możesz go osiągnąć i zamień to na mogę
Ok, wiemy już, że Twoja głowa zacznie wariować i podsyłać Ci sygnały, dlaczego ten cel nie może być Twój.
„Nie mam kompetencji.”
„Nie mam pieniędzy.”
„Nie mam czasu.”
„Nie ogarnę.”
Znajome? Bo dla mnie bardzo. I powiem Ci więcej – to jest normalne. Nasz mózg jest stworzony do ochrony, a nie do ryzyka. Jego zadaniem jest Cię zatrzymać, zanim się „wystawisz”, zanim coś się nie uda, zanim się potkniesz.
Dlatego Twoim zadaniem jest złapać te myśli i zamiast z nimi walczyć – rozbroić je.
📝 Weź kartkę i wypisz wszystkie przeszkody, które widzisz.
Bez oceniania. Po prostu to, co słyszysz w głowie.
A potem:
Zamień te zdania na nowe.
Dosłownie. Zmieniamy narrację.
- „Nie mam wystarczających kompetencji” → „Wiem wszystko, czego teraz potrzebuję, a reszty się nauczę.”
- „Nie mam czasu” → „Zarządzam swoim czasem i znajduję przestrzeń na to, co ważne.”
- „Nie mam pieniędzy” → „Zarabiam pieniądze na realizację mojego celu. Szukam możliwości.”
Nie chodzi o puste afirmacje. Chodzi o to, żeby Twój mózg przestał biadolić, a zaczął kombinować.
💡 Kolejny krok: zadaj sobie pytanie
👉🏼 „Co mogę zrobić, żeby sobie to zapewnić?”
Brakuje Ci czasu?
Może możesz umówić się z sąsiadką, która też ma dziecko, że raz w tygodniu wymieniacie się opieką.
Brakuje Ci kasy?
Może możesz sprzedać rzeczy, których już nie używasz? Albo odezwać się do kogoś, kto był tam, gdzie Ty teraz, i zapytać, jak zaczynał?
To ćwiczenie ma jeden prosty cel:
Przestawić Twoje myślenie z „nie mogę” na „co mogę?”.
Bo wszystko zaczyna się od głowy. Od tego, co sama do siebie mówisz.
3. Kim musisz się stać, żeby ten cel był Twój? Jaka jest Patrycja z celu?
Zamknij na chwilę oczy i wyobraź sobie, że już to masz. Cel, który właśnie zapisałaś – zrealizowany. Nie za 10 lat, tylko dziś. Kim jesteś? Jak się czujesz?
Zastanów się:
- Jak się ubierasz?
- Czy malujesz się rano z uśmiechem?
- Co jesz, jak zaczynasz dzień?
- Jak podejmujesz decyzje?
- Co czujesz, kiedy patrzysz w lustro?
- Z kim się spotykasz, a z kim już nie?
- Co mówisz do siebie, kiedy coś nie idzie idealnie?
To jest normalne, że Ty z dziś i Ty, która osiąga swój cel, to dwie różne osoby.
Ale właśnie dlatego trzeba zadać sobie pytanie:
👉🏼 Kim muszę się stać, żeby ten cel zrealizować?
Nie chodzi o zmianę całego życia w jeden dzień.
Chodzi o małe rzeczy, które możesz wdrożyć już teraz.
💡 Chcesz przykład z mojego życia?
Kiedy pierwszy raz świadomie postawiłam sobie cel, zobaczyłam w swojej wizji kobietę, która była miła, otwarta, ciepła. Nie obgadywała, nie oceniała, nie porównywała się. Była po prostu dobra dla innych – i dla siebie też.
I wiesz co? To była pierwsza rzecz, którą zaczęłam robić.
Nie potrzebowałam na to pieniędzy, czasu ani żadnej wielkiej zmiany.
To był mój mały, pierwszy krok w stronę tej nowej wersji siebie.
Dlatego poszukaj u siebie takiej drobnej rzeczy, którą możesz wdrożyć już dziś.
Może to będzie to, że zjesz śniadanie przy stole, zamiast na stojąco.
Może pomalujesz usta, chociaż nigdzie nie wychodzisz.
A może po prostu uśmiechniesz się do siebie w lustrze i powiesz:
„Jestem na dobrej drodze.”
4. Urealnij swoje zasoby
Wiadomo, że żeby coś ruszyło do przodu, trzeba mieć na to czas. Tylko że nie da się przecież po prostu wcisnąć ośmiogodzinnego dnia pracy w kalendarz mamy, która już teraz ogarnia wszystko: od pieluch przez zakupy, pranie, posiłki, usypianie, ogólną logistykę życia. I jeszcze czasem chciałaby odpocząć albo… po prostu posiedzieć w ciszy.
Dlatego zanim powiesz, że nie masz kiedy działać, zrób jedno proste ćwiczenie. Weź kartkę albo notatnik w telefonie i wypisz wszystko, co robisz w ciągu dnia – mniej więcej, nie musisz wchodzić w minuty. Zobacz, gdzie naprawdę płynie Twój czas. Co Ci go kradnie, co jest konieczne, a co może poczekać albo da się zrobić inaczej.
Następnie zadaj sobie pytanie: ile realnie masz przestrzeni na działanie w kierunku swojego celu? I zanim odpowiesz „zero”, daj mi opowiedzieć Ci, co pomogło mnie. Ja też miałam wrażenie, że nie mam kiedy. Ale gdy spojrzałam na swój dzień z boku, podjęłam jedną ważną decyzję: czas drzemek mojego dziecka jest święty. Nie sprzątam wtedy, nie gotuję. Nie odpisuję na wiadomości, nie „ogarniam zaległości”. To jest mój czas na moje sprawy – na działania, które prowadzą mnie do celu.
Czy zawsze jest idealnie? Nie. Czasem robię coś z dziećmi obok, czasem z przerwami, czasem wieczorem, kiedy mam jeszcze trochę siły. Ale przestałam marnować te małe okienka w ciągu dnia na rzeczy, które tak naprawdę mogą poczekać. Obiad może być prostszy. Kurz nie ucieknie. Ale mój cel – jeśli nie zrobię nic – po prostu się nie wydarzy.
I właśnie dlatego warto wygospodarować przestrzeń. Może to będzie 20 minut rano, może godzina w tygodniu, może drzemka w środku dnia. Ale niech to będzie Twój święty czas, bo nikt inny za Ciebie nie zrobi tego kroku. I nikt inny nie przeżyje Twojego życia.
5. Stwórz plan i leć go realizować
Skoro już masz cel – zapisany, przemyślany i zaczynasz budować pod niego przestrzeń – czas przejść do konkretów. To właśnie w tym miejscu wiele osób się zatrzymuje, bo cel nadal wydaje się zbyt duży, zbyt odległy, zbyt „kiedyś”. A przecież on się sam nie zrobi. Potrzebujesz planu.
Zacznij od zadania sobie pytania: czego muszę się dowiedzieć, nauczyć, sprawdzić? Co muszę przygotować albo zorganizować, żeby ten cel miał szansę się wydarzyć? I tu przychodzi moja ulubiona metoda – planowanie wstecz. Zamiast patrzeć na dziś i próbować zgadywać, co będzie za rok, cofnij się od końca.
Jeśli np. na koniec grudnia 2025 chcesz pracować zdalnie i zarabiać na swoich usługach, to zatrzymaj się na chwilę i wyobraź sobie, jak wygląda Twój listopad, październik, wrzesień… Gdzie jesteś? Co już wiesz? Co masz gotowe? A teraz spójrz na lipiec tego roku – co możesz zrobić dziś, żeby przybliżyć się choćby o milimetr do tej wizji?
I tu pojawia się bardzo proste, ale niezwykle skuteczne narzędzie – wieczorna lista zadań. Codziennie wieczorem zapisz maksymalnie trzy rzeczy, które możesz zrobić kolejnego dnia, aby ruszyć do przodu. Nie dziesięć, nie piętnaście – tylko trzy. Takie, które realnie jesteś w stanie zrobić przy swoim trybie życia.
Może to będzie rozmowa z kimś, kto już działa w tym, co Ty planujesz. Może odcinek podcastu, który pomoże Ci zrozumieć temat. Może wiadomość, którą w końcu wyślesz. Trzy drobne działania dziennie – to już ponad tysiąc mikro kroków rocznie. A wiesz co się wtedy dzieje? Rok później nie mówisz już „też o tym marzyłam”, tylko: „zrobiłam to!”.
Marzenia i genialne pomysły to nie wszystko – kluczem jest działanie. Jeśli przez lata Twoje cele istniały tylko w Twojej głowie, wiedz, że nie jesteś sama. Często to nie brak kompetencji ani czasu nas zatrzymuje, ale lęk, poczucie przytłoczenia i głos w głowie, który mówi: „to nie dla Ciebie”.
W artykule krok po kroku pokazałam Ci, jak wyjść z tego błędnego koła. Jak najpierw nazwać i zapisać swój cel, a potem poradzić sobie z myślami, które Cię sabotują. Jak przestawić się z trybu narzekania na tryb sprawczości. Jak przyjąć tożsamość osoby, która ten cel osiąga – jeszcze zanim on się ziści.
I wreszcie – jak stworzyć prosty, codzienny plan, który krok po kroku zaprowadzi Cię dokładnie tam, gdzie chcesz być. Nie za rok, nie kiedyś, tylko już dziś – zaczynając od jednego działania.
Bo Twoje życie się nie zmieni, jeśli nie zaczniesz działać. Ale kiedy zaczniesz – zmieni się wszystko. I wiesz co? Ty naprawdę masz w sobie wszystko, czego potrzeba, żeby to zrobić.


