Styczeń w świecie mediów społecznościowych przypomina wielki wyścig zbrojeń. Z każdej strony atakują nas nagłówki: „Nowy rok, nowa Ty”, „Od pierwszego stycznia na 100%”, „Zmień swoje życie w 31 dni”. Siłownie pękają w szwach, a my – mamy, kobiety biznesu, ambitne dusze – czujemy narastającą presję, że jeśli już teraz nie wyciskamy z siebie siódmych potów, to tracimy szansę na sukces w nadchodzącym roku.
Ale co, jeśli powiem Ci, że styczeń to wcale nie jest czas na sprint? Co, jeśli natura ma rację, sugerując nam, że zima to czas regeneracji, a prawdziwa energia do wzrostu przychodzi dopiero wiosną?

Największym błędem przy tworzeniu postanowień noworocznych jest próba wdrożenia ich wszystkich naraz, dokładnie 1 stycznia. Chcemy nagle pić 3 litry wody, biegać 5 kilometrów, zarobić pierwszy milion i być oazą spokoju dla naszych dzieci. Efekt? W połowie lutego jesteśmy wypalone, sfrustrowane i wracamy do starych nawyków.
Moje podejście jest inne. Planowanie roku to dla mnie proces rozłożony na raty. Moje cele są ambitne, ale mają swój czas i miejsce w kalendarzu. Rozumiem, że styczeń to czas, w którym dzień jest krótki, światło słabe, a nasze organizmy domagają się więcej snu i spokoju. Dlatego w tym miesiącu stawiam na przygotowanie gruntu. Nie walczę z naturą – wykorzystuję ją, by zbudować fundament pod energię, która wystrzeli wiosną.
Pielęgnacja zamiast walki
Wiele z nas planuje w tym roku swój wielki „Glow Up”. Ja również! Ale dla mnie projekt Glow Up w styczniu nie oznacza morderczych treningów na siłowni, na które mój organizm nie ma teraz ochoty. Moim celem jest długofalowa zmiana, a nie chwilowy zryw.
W tym miesiącu skupiam się na podstawach, o których często zapominamy w biegu:
- Piję wodę tak regularnie, jak nigdy wcześniej. To najprostszy i najtańszy kosmetyk świata.
- Celebruję nakładanie kremu, wieczorną rutynę, dbanie o skórę, która zimą potrzebuje szczególnego wsparcia. To mój czas na „mindfulness”.
- Pracuję nad swoją głową. Czytam, wyciszam się, buduję pewność siebie i odporność psychiczną. Bo wiem, że gdy przyjdzie marzec i kwiecień, będę potrzebowała tej siły, by ruszyć z kopyta.
Zamiast katować się restrykcjami, zadaję sobie pytanie: „Czego potrzebuje moje ciało, by w marcu czuć się lekko?”. To zmienia perspektywę z kary na dbanie o siebie.
Sianie ziarna, które wykiełkuje wiosną
Tak samo podchodzę do rozwoju mojej firmy. Jeśli zastanawiasz się, jak realizować cele biznesowe bez poczucia winy, spójrz na to jak na pory roku. Styczeń w moim biznesie to nie jest czas na agresywną sprzedaż i domykanie rekordowych kontraktów. To czas budowania wizerunku i siania ziaren.
Obecnie skupiam się na działaniach PR-owych. Piszę artykuły, biorę udział w wywiadach, przygotowuję się do wystąpień publicznych. Buduję relacje i pozycję ekspertki. Może nie widać tego jeszcze w wynikach sprzedażowych „tu i teraz”, ale wiem, że to są działania, które przygotowują grunt pod sukcesy w drugim i trzecim kwartale.
Jak przetrwać styczeń i nie zwariować?
Jeśli czujesz, że noworoczna presja Cię przytłacza, spróbuj moich trzech metod na „łagodny styczeń”:
- Zamiast dopisywać kolejne zadania do listy, skreśl te, które wysysają z Ciebie siły. Czy naprawdę musisz iść na ten fitness, jeśli marzysz o gorącej kąpieli i książce? Wybierz to drugie – zregenerowany organizm jest bardziej kreatywny.
- Jeśli Twoim celem jest praca zdalna lub przebranżowienie, nie musisz od razu rzucać pracy. Poświęć 15 minut drzemki dziecka na naukę obsługi jednego narzędzia AI lub przeczytanie rozdziału branżowej książki. To się sumuje!
- Styczeń to miesiąc testowy. Sprawdzaj, co Ci służy, co działa, a co jest tylko narzuconą presją z zewnątrz.
Podsumowanie
Pamiętaj, Twoje życie to nie 100-metrowy sprint, który kończy się 31 stycznia. To maraton, a Ty jesteś jego główną bohaterką. Wykorzystaj ten czas na regenerację, na picie ciepłej herbaty, na budowanie mindsetu i sianie biznesowych ziaren.
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o tym, jak połączyć bycie mamą z ambitnym rozwojem osobistym i zawodowym – bez poczucia winy i w zgodzie ze sobą – zapraszam Cię do lektury mojego ebooka „Więcej niż mama”. To tam uczę, jak stworzyć wizję życia, która daje siłę, a nie odbiera energię.
Pozwól sobie na ten spokój. Wiosna i tak przyjdzie, a Ty będziesz na nią gotowa jak nigdy wcześniej.

- Dowiesz się, jak wyznaczyć cele, które są realne przy dziecku.
- Przejdziesz z roli „narzekającej realistki” do kobiety, która wie, dokąd zmierza.
- Wskażę Ci sprawdzone miejsca z kursami, które pomogą Ci wystartować z nauką nowych kompetencji.

